Firmowa strona www

computer-keyboard-1207681__340To, że na stronie www Twojej firmy w dostępnym, łatwym do zauważenia miejscu musisz umieścić pełny kontakt telefoniczny, kontakt mailowy i dokładny adres firmy myślę, że jest dla Ciebie oczywiste. Natomiast sprawa z odszukaniem przez klienta adresu Twojej firmy w realnym świecie nie wygląda już tak dobrze.  Nie każdy przecież jest zorientowany, gdzie w Twoim mieście znajduje się adres pod którym odnajdzie właśnie Twoją firmę. Musisz wiedzieć, że większości potencjalnych klientów nie będzie chciało się szukać na planie miasta ulicy, skweru czy placu przy którym znajduje się Twoja firma. Część z nich zadzwoni do Ciebie abyś wytłumaczył im, jak do Ciebie dojechać, inni zwyczajnie zrezygnują.  Dlatego chcę pokazać Tobie sprytne darmowe narzędzie dzięki któremu w łatwy i szybki sposób przy pomocy interaktywnej mapy pokażesz swoim potencjalnym klientom, gdzie znajdują się np. Twoje sklepy, oddziały firmy, siedziba firmy itd.  Wtedy każdy klient będzie mógł szybko trafić do Ciebie aby kupić Twoje produkty czy usługi.   To narzędzie nazywa się maps google! Tutaj na przykładzie możesz zobaczyć jak działa to narzędzie.   Jak widzisz klient według uznania może sobie powiększać lub pomniejszać mapę na której zaznaczone są Twoje obiekty. Może mapę przesuwać w dowolnym kierunku, drukować ją i rozsyłać do znajomych link do Twojej mapy. Mapa może być wyświetlana jako zwykły plan, mapa satelitarna czy połączenie dwóch wcześniej wymienionych wersji, jako mapa hybrydowa.   Właśnie – czy zastanawiałeś się kiedyś, co może dać Ci firmowa strona internetowa? Dlaczego miałbyś mieć własny serwis www? Większość przedsiębiorców, którzy chcą taką stworzyć, ma dosyć mgliste pojęcie na ten temat: „Żeby promowała moją firmę”. Myślę, że zaciekawi Cię, gdy wypiszę bardziej konkretne powody. Konkurencja posiada już firmowe strony internetowe. Wbrew pozorom, nie jest to argument w stylu „wszyscy mają, to my tez musimy”. Chodzi o to, że tworząc stronę internetową i odpowiednio ją promując, dajesz internautom znak: istnieję, zajmuję się tym i tym. Gdybyś nie miał własnej strony www, internauci mogliby o tym zapomnieć.  Pracowałem swego czasu w lokalnej stacji telewizyjnej. W grudniu, tuz przed Świętami Bożego Narodzenia i kilka miesięcy później, przed Wielkanocą, lokalni przedsiębiorcy zamawiali u nas emisję życzeń świątecznych. Kilka słów: „Z okazji Świąt firma Xyz życzy wszystkim klientom wszystkiego najlepszego…”. Tymi życzeniami nic przecież nie sprzedawano, ale wiesz, dlaczego przedsiębiorcy w nie inwestowali? Bo dzięki temu przypominali konsumentom o swoich firmach. Dbali o to, aby o ich firmach pamiętano. Tak samo jest w sytuacji strony internetowej. Jeżeli internauta szuka usług lub produktów takich, jak Twoje w internecie, a nie znajdzie Twojej strony internetowej, wypadasz z gry. Jeden zero dla konkurencji, bo była tam, gdzie internauta chciał ją znaleźć. Darmowy pracownik 24/7. Nic w tym twierdzeniu nie jest przesadzone. Dobrze zbudowana strona internetowa potrafi odpowiedzieć na większość pytań Twoich klientów (oszczędzając czas Twój lub Twoich pracowników). Jeśli chcesz, może tez przyjmować zamówienia.  U mnie w mieście jest tylko jedna szkoła językowa, której strona internetowa została „zatrudniona” w procesie rekrutacji – zbiera ona wszelkie potrzebne informacje o osobach zainteresowanych. I powiem Ci, że właściciel nie zapłacił wcale majątku stworzenie mechanizmu rekrutacyjnego – zajął się tym informatyk, który umieścił na stronie zwykły formularz. Rozwiązanie proste, ale znacząco usprawnia pracę w szkole, bo sporo osób szuka placówki szkoleniowej najpierw w internecie. Darmowe medium reklamowe. No, prawie darmowe. Ale spójrz: raz wykonana strona internetowa może istnieć przez lata. Aktualizować ja możesz sam – warto zastanowić się nad stworzeniem jej na tzw. systemie zarządzania treścią (CMS), aby było to znacznie prostsze. Raz na rok (najczęściej) opłacasz serwer i domenę, ale to i tak niewiele w porównaniu z innymi mediami. Do kosztów należy też dodać takie usługi jak np. pozycjonowanie strony internetowej, ale i to nie jest duży koszt – znacznie mniejszy niż reklama w innych mediach.  Co ważne, nie jesteś ograniczany czasem emisji lub powierzchnią reklamy w gazecie lub czasopiśmie. Na stronie internetową możesz umieścić nieporównywalnie więcej informacji niż w najdłuższej reklamie telewizyjnej za ułamek ceny tejże.  Darmowym medium reklamowym może stać się także lista adresów e-mail osób, które odwiedziły Twoją stronę internetową. Zaoferuj in coś wartościowego w zamian za adres e-mail. Będziesz mógł potem informować ich np. o promocjach – zupełnie za darmo. Zwiększanie sprzedaży przez edukowanie internautów. Jedna z najciekawszych funkcji firmowej strony internetowej, jednocześnie jena z najrzadziej spotykanych. Zupełnie za darmo możesz stworzyć krótki kurs e-mailowy, który, przekazując informacje internautom na ich skrzynki e-mailowe, przekona ich do Twoich produktów/usług.  Umieść informacje o Twoich produktach/usługach także na firmowej stronie internetowej. Nie żałuj odwiedzającym informacji – im więcej się dowiedzą, tym bardziej Ci zaufają.  Wypisałem kilka korzyści jakie daje firmowa strona internetowa, ale myślę, że zainteresował Cię ten temat. Dowiedz się więcej na firmawinternecie.net: żeby stworzyć opłacalna stronę internetową, trzeba albo zatrudnić specjalistę, albo… wiedzieć o branży jak najwięcej.  Oczywiście – od każdej reguły są wyjątki. Nie każda firma musi mieć stronę internetową, niektóre wręcz nie powinny (to te, w których nikt by o stronę nie dbał). Jednak jest to temat na osobny artykuł.

Priorytety przedsiębiorstwa

desktop-778426__340Przedsiębiorstwa stoją przed wyborem właściwych priorytetów. Muszą sprostać wyzwaniom konkurencji na światowym rynku, stawić czoła zmianom i niepewności, muszą się oprzeć na pewnych ogólnych strukturach, które umożliwią im działanie i dostarczą praktycznych rozwiązań, a jednocześnie zostawią miejsce dla wyobraźni.  Zadaniem współcześnie myślącego, kreatywnego przedsiębiorcy jest również stworzenie określonej kultury organizacyjnej firmy, która to na pierwszym miejscu stawia jakość produktów, usług, procesów, a także ludzi.  Szeroko pojęta jakość, obejmująca swoim zasięgiem wszystkie podsystemy przedsiębiorstwa, jest podstawowym warunkiem odniesienia sukcesu rynkowego, o którym zawsze pamięta dobry przedsiębiorca.  Obecnie wyzwaniem dla sfer gospodarczych, dla wszystkich przedsiębiorstw niezależnie od profilu prowadzonej działalności, staje się program kompleksowego zarządzania jakością, którego podstawowym fundamentem jest międzynarodowa norma ISO 9001.  Przez przedsiębiorstwa na całym świecie przetacza się fala ideologii zarządzania przez jakość, a norma ISO 9001 stała się niemal magicznym znakiem związków ze światowymi standardami. Dążenie do wdrożenia systemu zarządzania przez jakość stało się zasadą powszechnie stosowaną przez firmy na całym świecie, gdyż może im zapewnić przyszłość.  ISO 9001 jest jednym z znaczących programów jakości wkraczających na międzynarodową scenę biznesu. Koncentrują się na trzech podstawowych aspektach: wdrożeniu sterowania jakością, odpowiedniego udokumentowania procesów zachodzących w organizacji oraz zapewnieniu, że nacisk na właściwą jakość stosowany jest przez każdego w organizacji.  Chociaż norma ISO 9001 nie kładzie nacisku na kluczowe elementy biznesu, to jednak podstawowa ich filozofia dotyczy poprawy funkcjonowania organizacji poprzez usprawnienie procesów zarządzania firmą. Jest środkiem, który umożliwia przedsiębiorstwom udowodnienie, że robią to, co deklarują – a deklarują to, co im „dyktuje” klient. To właśnie zrozumienie wymagań klientów jest kluczem do jakości.   Zazwyczaj jest tak, że kiedy komuś przychodzi do głowy świetna, nota bene tylko w jego mniemaniu, myśl pragnie wcielić ją w życie niemal natychmiast. Firmy, które powstają wyłącznie na podstawie określonych wizji czy projektów naszkicowanych na jednej kartce papieru nie mają wielkich szans na przetrwanie.   Wyjątkiem są tu małe firmy, których zadaniem jest bieżące zaspokajanie podstawowych potrzeb ludności.  Plan biznesowy jest najogólniej rzecz biorąc dokumentem obrazującym realizację określonego projektu. Składa się z kilku elementów. Jego objętość wynosi ok. 30 stron.  Dla całej rzeszy osób, które organizują pracę w różnych, szczególnie nowopowstałych, jednostkach pisanie takiego dokumentu jest zwykłą stratą czasu. Niby po co, skoro ma się wszystko w głowie. Nic bardziej mylnego. W głowie nie da się spojrzeć na dane przedsięwzięcie bez emocji. Czasem może okazać się, że najbardziej genialny pomysł będzie niewypałem, ponieważ będzie nieopłacalny. Poza tym ludzka pamięć jest zawodna. Rzecz spisaną można odłożyć, do zapomnianej wrócić się nie da. Zalety posiadania biznesplanu są następujące. Bardzo często zdarza się, że w ramach jakiejś organizacji rodzą się świetne pomysły, a przy stole rozmów każdy uczestnik ma własną wizję ich realizacji. Mimo, że idea, cel będzie ten sam, każdy patrzy na wszystko z zupełnie innej perspektywy. Proces przelewania wizji na papier pozwoli zniwelować owe różnice, szczególnie gdy zaangażowana w ten proces jest kilkuosobowa grupa.  Określenie rentowności, po sporządzeniu biznesplanu, a szczególnie części finansowej, widać wyraźnie czy opłaca się podejmować określone działania. Napisanie planu może być pewnego rodzaju sprawdzianem. Jest to proces, który trwa, w zależności od złożoności, od kilkunastu do kilkudziesięciu dni. Zarówno dla zespołów jak i dla indywidualnych przedsiębiorców jest to sprawdzian określający możliwości organizacyjne, stopień wytrwałości i pracowitości. Wyznaczona droga  Biznesplan ma być dla realizatora mapą z jasno wyznaczoną drogą, kierunkiem. Jak każdy plan zawiera zadania do zrealizowania, cele do osiągnięcia. Dzięki takiej mapie pierwotna wizja nie ulegnie deformacji, pod warunkiem że nie zostanie schowana głęboko do szuflady w czasie realizacji projektu.  Pisanie biznesplanu zmusza do wysiłku, intelektualnej pracy, której efektem będzie obraz stwierdzający genialność danego pomysłu i rentowność przedsięwzięcia. Biznesplany sporządza się nie tylko przed otwarciem firmy, założeniem działalności gospodarczej. Wymagane są także dla większych projektów w organizacjach liczących co najmniej kilkanaście osób.

Kredyty w walutach obcych

dollar-1196503__340Przed rozpoczęciem kryzysu finansowego, gdy główne stopy procentowe dla kredytów w walutach obcych szły w górę, banki szybko podnosiły oprocentowanie swoim klientom. Teraz główne stopy dla najbardziej popularnych kredytów zaciąganych w CHF, USD i EUR poszły w dół, banki udają, że nic się nie stało i oprocentowania nie obniżają.  W najlepszej sytuacji są klienci, którzy mają zmieniane oprocentowane co miesiąc, które w dodatku jest ustalane na normalnych zasadach czyli marża + rzeczywisty LIBOR/WIBOR/EURIBOR. W trochę gorszej sytuacji są klienci, którzy mają aktualizowane oprocentowanie co 3 miesiące lub co pół roku. Dużo gorzej mają niektórzy klienci banku ING, mający stałe oprocentowanie przez pierwsze dwa lata, a dopiero później będą mieli je aktualizowane co miesiąc.   W najgorszej i zarazem najbardziej niepewnej sytuacji są klienci mBanku, którzy zaciągnęli kredyt przed 1 września 2006 r. Otóż mają oni zapis w umowie, że oprocentowanie ustala Zarząd banku i oczywiście jak stopy rosły, to mieli zwiększane oprocentowanie. Dla przykładu, jak główna stopa procentowa LIBOR dla CHF wzrosła o 0,25%, Zarząd podniósł oprocentowanie kredytów o 0,3% – przecież te 0,05% to nic, nawet się nie zorientują – zapewne sobie myśleli. Teraz gdy obniżki stóp procentowych w Szwajcarii były duże i wskaźnik LIBOR spadł poniżej 1%, Zarząd udaje, że o niczym nie wie, jak by się nic nie stało. Ale tym razem klienci się zorientowali i zaczęli szukać sprawiedliwości. Powstały społeczności internetowe skupiające osoby pokrzywdzone przez mBank i MultiBank. Między innymi pod adresem mStop, zaś sam bank zaczęto nazywać „bankozaurem”.  Sprawa została nagłośniona i Zarząd wyciągnął do nich pomocną dłoń, czyli zaproponował przejście na nowe zasady, ze zmiennym, aktualizowanym co miesiąc LIBOR’em. Wygląda pięknie! Ale jak zawsze bywa w różnych promocjach, gdzieś jest haczyk. Tym haczykiem jest podniesiona marża, która zaczyna się od 3,1%. Niby to nie dużo, ale biorąc pod uwagę obecny kurs franka szwajcarskiego wynoszący 2,95 zł to raty pozostaną dalej wysokie. Posiadacze kredytów w CHF bardzo się cieszyli, jak Narodowy Bank Szwajcarii obniżył tak znacząco stopy procentowe i – jak widać – cieszyli się na darmo. Ich sytuacja materialna może się jeszcze pogorszyć, jeżeli LIBOR CHF zacznie rosnąć, a kurs CHF pozostanie na obecnym poziomie lub także wzrośnie. Oczywiście jest to ryzyko walutowe, które kredytobiorcy powinni brać pod uwagę, w końcu wszyscy przed tym ostrzegali. Problem w tym, że o ryzyku bankowym nie ostrzegał nikt. Atrakcyjną ofertą w tym zakresie są kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich – oprocentowane niżej niż kredyty w PLN dają szansę na spore oszczędności w czasie długoletniej spłaty. W tym przypadku kwota, którą chcielibyśmy pożyczyć od banku przeliczana jest na franki szwajcarskie, a następnie ustalana jest wartość miesięcznej raty – również we frankach. Spłata kolejnych rat kredytu odbywa się oczywiście w złotówkach – konieczne jest więc ponowne przeliczenie wartości do oddania bankowi. I tutaj dochodzimy do niezbyt miłej niespodzianki – zwłaszcza dla tych, którzy wcześniej o tym nie wiedzieli – do tzw spreadu walutowego.  Okazuje się, że bank przeliczając wartość naszego kredytu stosuje kurs kupna CHF, a przy ustalaniu wysokości miesięcznej raty – kurs sprzedaży. Mamy tu więc do czynienia ze zjawiskiem jakie na co dzień spotykamy w kantorach wymiany walut – bank taniej walutę kupuje, a drożej sprzedaje. Różnica między kursem nabycia a odsprzedaży waluty przez bank jest właśnie spreadem walutowym. Co więcej, kursy te ustalane są przez każdy bank indywidualnie i nie można mówić tu o jakimś konkretnym sposobie ich wyznaczenia. Dla kredytobiorcy jest to w pewnym sensie niewiadoma, którą musi zaakceptować.  Dla pokazania jaki wpływ na wysokość miesięcznej raty ma spread walutowy, posłużymy się przykładem.  Załóżmy więc, że decydujemy się na kredyt hipoteczny we frankach w pewnym banku X. Kwota jaka jest nam potrzebna to 200 tys złotych, okres na jaki pożyczamy pieniądze to 30 lat. Załóżmy także, że bank zaoferował nam dosyć dobre oprocentowanie wynoszące 3,8% w skali roku. Kredyt spłacać będziemy w ratach stałych (360 równych rat). Bankowy kurs kupna CHF w dniu przyznania kredytu wynosi 2,1464 PLN, a kurs sprzedaży CHF – 2,2431.   W pierwszej kolejności bank dokonuje przeliczenia wartości kredytu z PLN na CHF po kursie kupna: 200 tys. / 2,1464 daje nam kwotę 139.769,00 CHF – czyli kwotę naszego kredytu. Następnie na tej podstawie bank ustala wysokość miesięcznej raty kredytu, która wyniesie 651,26 CHF. Taką ilość franków co miesiąc będziemy oddawać bankowi. W dniu spłaty kolejnych rat bank dokonywał będzie przeliczania raty kredytu (CHF) na złotówki. Użyje do tego kursu sprzedaży franka, a więc 2,2431 PLN za 1 CHF. W wyniku tej operacji kwota do zapłacenia bankowi w złotówkach wyniesie 1460,84 PLN.  Gdyby bank nie zastosował wyższego kursu sprzedaży tylko pozostałby przy kursie po jakim dokonał przeliczenia kwoty kredytu – miesięczna rata wyniosłaby 1397,86 czyli o 62,98 PLN mniej. W ten sposób, w skali 30 lat, wpłacimy do banku o około 22.672 złotych więcej. Okazuje się także, że oprocentowanie kredytu wyniesie nie 3,8% a około 4,16%. Jest to właśnie bezpośredni efekt spreadu walutowego.  Taki sam mechanizm stosowany jest przez banki przy okazji przewalutowania kredytu z franków na złotówki. Tak więc nawet jeśli bank oferuje nam przewalutowanie kredytu bez dodatkowych opłat i tak będzie nas to kosztować kwotę wynikającą ze spreadu walutowego. W zależności od banku kwota ta będzie różna i może wynieść od 3 do 5% wartości niespłaconego kredytu. W naszym przykładzie będzie to 4,5%.  Na dzień dzisiejszy, mimo spreadu walutowego, kredyty we frankach nadal są tańszą alternatywą wobec kredytów w złotówkach. Najprawdopodobniej atrakcyjność tej oferty jeszcze się poprawi w wyniku przewidywanego wzrostu stóp procentowych w Polsce. Zawsze jednak pozostanie nam jeszcze ryzyko kursowe czyli niewiadoma dotycząca zmienności kursu franka w okresie spłaty kredytu. Obecny kurs CHF – stosunkowo niski – nie sprzyja osobom decydującym się na kredyt w tej walucie – po przeliczeniu złotówek na franki kwota kredytu będzie większa niż miałoby to miejsce przy wysokim kursie franka. Większe jest także ryzyko ponownego odbicia kursu w górę i wzrostu wartości CHF, a co za tym idzie zwiększenia miesięcznej wartości raty do spłaty bankowi. Oczywiście osoby już spłacające kredyt, niski kurs franka przyjmują z uśmiechem na twarzy – dla nich oznacza to niską wartość raty do zapłaty. Optymiści twierdzą też, że złotówka w dalszym ciągu będzie się umacniać i nagły wzrost kursu CHF na razie nam nie grozi.  Zawsze warto jednak policzyć sobie przy jakim kursie franka wartość raty kredytu walutowego zrówna się z wartością raty takiego samego kredytu udzielonego w złotówkach. Bo najważniejsze jest to, aby istotne decyzje – mające wpływ na całe nasze dalsze życie – podejmować świadomie.

Kredyty krótkoterminowe

calendar-200928_640W tym roku banki uznały, że z powodu kryzysu nie należy specjalnie promować kredytów na wakacje. Można jednak skorzystać z szerokiej oferty kredytów gotówkowych, którymi można sfinansować wakacyjny wypoczynek. Tym bardziej, że średnie oprocentowanie takich pożyczek jest takie samo jak kredytów wakacyjnych przed rokiem. A kredyty powinny być tańsze, bo stopy procentowe są niższe, pomimo rosnących marż bankowych. W ostatnim roku stopy procentowe w NBP spadły z 6 proc. do 3,75 proc.  Eksperci zgodnie odradzają pożyczanie pieniędzy na dłużej niż rok. Chodzi o to, by przed następnym okresem wakacyjnym spłacić całe zadłużenie. Wyjazd wakacyjny można też sfinansować z kredytu w karcie kredytowej, ale jest to zwykle droższa pożyczka. Jak podaje Gazeta Prawna w tej chwili najtańsze oferty kredytów, którymi można sfinansować wakacyjny wyjazd, są w Polbanku, Volkswagen Banku direct i ING. Są na rynku tańsze oferty, np. Dominet Bank ma kredyt na 8,9 proc., ale to jest propozycja skierowana w praktyce tylko do nielicznych klientów, którzy spełnią wiele dodatkowych wymagań. Jak zarządzić z głową domowe finanse? Czy w dzisiejszych czasach, gdy wielu ludzi żyje z miesiąca na miesiąc można zarządzić domowymi finansami tak, aby zaoszczędzić pieniądze na swoją emeryturę lub przyszłość naszych dzieci? Czy zdarzyło Ci się kiedyś nie dotrzymać płatności za mieszkanie lub opłaty w terminie? Każdemu z nas choć raz w życiu przytrafiło się nie dotrzymać przynajmniej jednego rachunku na mieszkanie. Mogło nam wypaść z głowy zapłacenie w terminie za rachunki lub brak pieniędzy. Skutkiem były odsetki lub kara za nieterminową spłatę. Tym sposobem powstaje dziura w budżecie domowym, a przecież mogliśmy tego uniknąć! Od czego zacząć?  Pierwszą rzeczą, którą powinniśmy zrobić, by zadbać o domowe finanse, to stworzyć bilans zarobków i wydatków w arkuszu kalkulacyjnym.  Możesz go pobrać za darmo – Pobierz Bilans – Budżet domowy.  Samo stworzenie i rozpisanie poszczególnych opłat przyczyni się do lepszego gospodarowania pieniędzmi, ponieważ czarno na białym widzimy na co wydajemy pieniądze i co możemy zmienić np. w skali miesiąca.  Przykładowe podzielenie miesięcznej wypłaty na poszczególne punkty : 65% utrzymanie – czyli opłaty na mieszkanie, jedzenie, ubrania, wakacje  20% inwestycje i oszczędności – czyli tzw. fundusz awaryjny, dzięki którym domowe finanse nie odczują nagłej utraty pracy lub dodatkowe pieniądze na naszą emerytę. 10% edukacja – na wiedzy nigdy nie powinniśmy oszczędzać, choć jest to tylko 10% to powinno wystarczyć na kilka pozycji ulubionych poradników.  5% charytatywność – chęć pomocy innym, którzy tego potrzebują. Dzięki temu, zarabiane pieniądze mają dla nas sens i zyskują na znaczeniu. Pamiętamy o zasadzie, że im więcej damy innym, tym więcej zyskamy w przyszłości!  Najważniejszą zasadą jest regularne rozdzielanie dochodów! Po pierwszym miesiącu sprawdzamy jak to działa w praktyce. Czasem trzeba kilku miesięcy żeby zobaczyć, które punkty trzeba podwyższyć lub obniżyć. Domowe finanse powinny odzyskać równowagę a stracone wcześniej odsetki za nieregularne spłacanie mieszkania lub kredytu, możemy spokojnie przeznaczyć na inwestycje, które zaoowocują w przyszłości!